„— Przyślij mi kilka płócien, gdy tylko uznasz je za dobre. Może znajdę nabywców w Paryżu.
— Ach, Theo, musisz! Musisz wreszcie zacząć sprzedawać moje obrazy!
Po odjeździe Thea Vincent zabrał się natychmiast do wypróbowania nowych farb. Zrobił trzy studia olejne. Jedno przedstawiało wierzby o przyciętych gałęziach za mostem Geest, drugie — dróżkę wysypaną popiołem, trzecie — ogród warzywny w Meerdervoort, a w nim człowieka w niebieskiej bluzie, kopiącego kartofle. Pole było piaszczyste i białe; kartofle przeważnie już wykopane, dokoła leżały suche łęty i zielone chwasty; w dali widniały ciemnozielone drzewa i parę dachów. Kiedy potem w pracowni przyjrzał sic swym studiom, opanowało go radosne podniecenie. Był przekonany, że te obrazy nie wyglądają na pierwociny. Rysunek — kręgosłup i rdzeń każdego dzieła malarskiego — był dokładny i wierny. Sam się dziwił, oczekiwał bowiem, że pierwsze próby będą nieudane.
Potem zabrał się do malowania niewielkiego zbocza leśnego. Opadłe, butwiejące liście buków, od zupełnie jasnych do ciemnobrunatnych, pokrywały ziemię. Pnie drzew rzucały wydłużone cienie, gasząc niemal zmienną grę barw. Zasadniczym problemem było znalezienie kolorów dostatecznie głębokich, aby oddać ogromną siłę ziemi. Malując Vincent widział, ile światła tai się jeszcze w ciemności. Musiał pochwycić to światło, a jednocześnie oddać całą głębię i bogactwo barw. Rozpościerał się przed nim brunatnordawy dywan.“(5)
<<<< Stany zatrzymania wzrostu
| Kilka lat temu spytałem >>>>
katalog moderowany |przydomowa oczyszczalnia |moderowany katalog