„Kilka lat temu spytałem, co się dzieje z odpuszczoną winą. Nikt tego nie dosłyszał, może nie warto zadawać tak niekonkretnych pytań. No dobrze, nic jednak, przypuśćmy skrzywdziłem Panią, złamałem Pani życie, Pani mi przebaczyła — i co dniej Czy sprawa została załatwiona i można ją uznać za niebyłą Powiedzmy, że Pani ją sobie rozwiązała, pięknie a ja Czy już mi wolno zatańczyć Złamałem Pani życie, Pani mi odpuściła, czy to znaczy, że moja wina przestała istnieć — czy nie, czy jeszcze muszę coś zrobić Więc może mam cierpieć Cierpiałbym, gdyby mi Pani nie odpuściła, natomiast w tej sytuacji, po przebaczeniu, chyba powinienem trochę inaczej cierpieć. Ale jak mniej czy więcej Coś mi się tu nie zgadza. Wszystko byłoby jasne, gdyby Pani powiedziała nie mogę panu odpuścić, niech panu Bóg odpuści. A, wtedy proszę bardzo pozostałbym grzesznikiem i czekałbym zmiłowania.
Pewien amerykański pisarz nie tak dawno rzucił się z nożem na swą żonę i zadał jej kilka ran w plecy. Z ambulatorium wyszedł meldunek do szeryfa. Nie mogła zataić prawdy chciał ją zabić mężczyzna, z którym żyła. Aresztowano go. Sprawa stała się głośna, z uwagi jednak na rangę pisarską oskarżonego załatwiono ją przy pomocy diagnozy psychiatrycznej szok. Gdyby był mniej znanym autorem, musiałby odsiedzieć parę lat. Ważniejsze jest dla mnie to, co zaczęło między nimi istnieć po jego powrocie. Ona mu przebaczyła, ale czy jego wina nie weszła do małżeństwa Przypadkowe napomknienie o nożu, wzmianka w kronice miejskiej, kobieta zasztyletowana w książce czy w teatrze... Wszystko staje się aluzją, odsłonięciem blizn mógł mnie zabić — mogłem ją zabić. Niezależnie od jej“(6)
moderowany precel |Katalog |Mieszkania Gdynia