„Pomimo późnej godziny, długo nie mogłem zasnąć tej nocy, rozważając na wszystkie strony trudności swego położenia. Byłem dowódcą bez sztabu, bez łączności i środków komunikacji, bez lotnictwa i obrony przeciwlotniczej, bez czołgów, bez odwodów, bez znajomości organizacyjnej i operacyjnej sytuacji większej części podporządkowanych wojsk. Dręczyło mnie przy tym pytanie, które w czasach późniejszych i po zakończonej kampanii zadawałem sobie niejednokrotnie, nie umiejąc nigdy znaleźć na nie odpowiedzi dlaczego nominacja moja na dowódcę południowej grupy armii nastąpiła tak późno, w takiej chwili i w takich warunkach, a nie bezpośrednio po kryzysie marcowym dlaczego nie zrobiono tego w ciągu długich miesięcy między marcem a wrześniem lub choćby w dniu mobilizacji powszechnej
Jedenastego września od wczesnego ranka rozpoczęła się gorączkowa praca improwizacyjna. Rekrutując personel dla mego sztabu, podpułkownicy Demel i Wiśniowski dokonywali rekordów „mobilizacyjnych" za pomocą środków na pewno nie przewidzianych przez żadne przepisy służbowe. Po prostu chwytali oni na ulicy oficerów należących do ewakuowanych DOK i innych instytucji wojskowych. W ten sposób sztab rozrastał się względnie szybko, oczywiście jednak doraźny dobór personelu nie mógł rokować nadziei na rychłe zgranie całości. Gorzej było z formowaniem kwatery głównej. Tutaj wszystko zależało od pomocy DOK Lwów, którego zasoby już się w tym czasie wyczerpały na skutek mobilizacji licznych oddziałów i jednostek, przewidzianych planem mob. Ponadto na DOK spadał obecnie obowiązek zmontowania obrony całego obszaru Małopolski na wschód od Wereszycy.“(1)
Blog |blog |suknia